Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Samorządność robotnicza w burzy 1956 roku

  • Dział: Historia
W numerze „Po Prostu” z 28 października 1956 r. Ryszard Turski i Eligiusz Lasota zamieścili krótką listę postulatów dokonującego się przełomu, nazwanego przez nich rewolucyjnym. Zaraz po żądaniu pełnej niezawisłości państwa znalazł się postulat „systematycznego wprowadzania samorządu robotniczego w całym kraju”. W numerze „Po Prostu” z 28 października 1956 r. Ryszard Turski i Eligiusz Lasota zamieścili krótką listę postulatów dokonującego się przełomu, nazwanego przez nich rewolucyjnym. Zaraz po żądaniu pełnej niezawisłości państwa znalazł się postulat „systematycznego wprowadzania samorządu robotniczego w całym kraju”.

Rok 1956 zapi­sał się w histo­rii jako moment „ofi­cjal­nego” końca sta­li­ni­zmu i wiel­kich wstrzą­sów poli­tycz­nych w tzw. Bloku Wschod­nim. Pomimo wielu opra­co­wań powsta­nia na Węgrzech, słyn­nego refe­ratu Chrusz­czowa, czy pol­skiej odwilży, któ­rej kul­mi­na­cją była zmiana I sekre­ta­rza PZPR i czę­ściowe odsu­nię­cie sta­li­now­skich kadr od wła­dzy, powszechna wie­dza na temat spo­łecz­nego wymiaru tam­tych prze­mian pozo­staje nie­wielka.

Główny nurt histo­rio­gra­fii zawsze usi­łuje zain­te­re­so­wać nas przede wszyst­kim powierz­chow­nym wymia­rem dzie­jów, które stwa­rzają roz­ma­ite roz­grywki na szczy­tach, czę­sto będące zale­d­wie ele­men­tami roz­bu­do­wanych pro­ce­sów spo­łecz­nych. Z kolei kry­tyczne czy­ta­nie histo­rii powinno skła­niać do uważ­nego ana­li­zo­wa­nia tra­dy­cji oporu spo­łecz­nego.

Z pol­skich szkol­nych i aka­de­mic­kich pod­ręcz­ni­ków, ksią­żek histo­rycz­nych i innych popu­lar­nych prze­ka­zów dowia­du­jemy się naj­czę­ściej, że w 1956 roku Polacy uznali socja­lizm za „coś swo­jego”, a w miej­sce bez­względ­nego i wszech­ogar­nia­ją­cego ter­roru poja­wił się pewien opty­mizm. W isto­cie, sta­li­nizm umie­rał znacz­nie dłu­żej, a libe­ra­li­za­cja życia publicz­nego szła w parze z nasi­le­niem reto­ryki nacjo­na­li­stycz­nej, ewi­dent­nym anty­se­mi­ty­zmem władz i zwal­cza­niem kry­tycz­nych wobec radziec­kiej wykładni mark­si­zmu i leni­ni­zmu nur­tów w śro­do­wi­sku elit par­tyj­nych i aka­de­mic­kich. Popu­larne źró­dła mil­czą nato­miast nie­mal cał­ko­wi­cie o pobu­dze­niu poli­tycznym wśród pol­skich robot­ni­ków i robot­nic i współ­pra­cu­ją­cej z nimi inte­li­gen­cji zain­te­re­so­wa­nej zapew­nie­niem im prze­wod­niej roli w demo­kra­tycz­nych prze­mia­nach.

W zeszłym roku, wiele lat po publi­ka­cji ory­gi­nału, uka­zało się w Pol­sce tłu­ma­cze­nie nie­zwy­kle waż­nej pracy spe­cja­li­zu­ją­cego się w naj­now­szej histo­rii Europy Wschod­niej ame­ry­kań­skiego bada­cza Padra­ica Ken­ney’a „Budo­wa­nie Pol­ski Ludo­wej. Robot­nicy a komu­ni­ści 1945-1950” (1). Autor poka­zuje w niej linie podziału mię­dzy wła­dzami dopiero odra­dza­ją­cego się po wojen­nej heka­tom­bie kraju a robot­ni­kami w dwóch wiel­kich róż­nią­cych się ośrod­kach prze­mysłowych – Łodzi i Wro­cła­wiu. Opi­suje także prze­mil­czane przez pol­ską histo­rio­gra­fię głów­nego nurtu, zarówno tą peere­low­ską, jak i naj­now­szą, kon­flikty pomię­dzy PPR a „lubel­ską” PPS oraz dyna­mikę sceny poli­tycz­nej okresu tuż po woj­nie. Jed­nak naj­waż­niej­szym wymia­rem pracy Ken­ney’a jest poka­za­nie kon­flik­tów kla­so­wych, zna­cze­nia toż­sa­mo­ści i soli­dar­no­ści robot­ni­czej, wpływu czyn­ni­ków demo­gra­ficz­nych, etnicz­nych i płcio­wych na jej cha­rak­ter oraz poli­tycz­nej róż­no­rod­no­ści w Pol­sce, którą dawna wła­dza przez dekady sta­rała się uka­zać jako mono­lit kul­tu­rowy, a ta aktu­alna pod­trzy­muje ową nar­ra­cję na pozio­mie opi­so­wym, lecz uzu­peł­nia ją cał­ko­witą anty­ko­mu­ni­styczną nega­cją. Histo­ryk opo­wiada o robot­ni­czej mobi­li­za­cji w obro­nie zakła­dów, dobro­bytu i kul­tu­ro­wej auto­no­mii, która osta­tecz­nie prze­grała z apa­ra­tami scen­tra­li­zo­wa­nego pań­stwa socja­li­stycz­nego. Kolejne fale oporu, przy­po­mi­na­jąc o pęk­nię­ciu pomię­dzy spo­łe­czeń­stwem a pań­stwem-par­tią, powra­cały w kolej­nych latach. Rok 1956 sta­nowi tu przy­pa­dek szcze­gólny.

Przy­zwy­cza­jono nas do postrze­ga­nia Poznań­skiego Czerwca i Paździer­nika przez pry­zmat opo­wie­ści o patrio­tycz­nym zry­wie prze­ciwko obcej naro­dowi wła­dzy, która pomi­jała oddolne pro­cesy w ramach spo­łecz­nej rewo­lu­cji doko­nu­ją­cej się po woj­nie. Dla­tego tak nie­wiele mówi się i pisze o zna­cze­niu ruchu rad robot­ni­czych dla prze­si­le­nia poli­tycz­nego, które 60 lat temu dopro­wa­dziło do libe­ra­li­za­cji życia spo­łeczno-poli­tycz­nego i ponow­nie wynio­sło do wła­dzy Wła­dy­sława Gomułkę. Pod pre­sją dzia­łań pra­cow­ni­ków najem­nych i wspie­ra­ją­cej ich lewi­co­wej inte­li­gen­cji, która swoje poglądy i postu­laty publi­ko­wała mię­dzy innymi na łamach tygo­dnika „Po Pro­stu. Tygod­nika stu­den­tów i mło­dej inte­li­gen­cji”, w listo­pa­dzie 1956 roku uchwa­lono ustawę, która na około dwa lata ponow­nie wzmoc­niła pozy­cję samo­rzą­dów robot­ni­czych, zasad­ni­czo zgnie­cio­nych pod koniec lat 40., gdy sta­li­nizm cał­ko­wi­cie zawład­nął rewo­lu­cją spo­łeczno-gospo­dar­czą w Pol­sce. Jed­nak wbrew temu, co można by sądzić na pod­stawie lek­tury wielu opra­co­wań histo­rycz­nych, wyda­rze­nia paździer­ni­kowe nie były jakimś nagłym, chwi­lo­wym wybu­chem spo­łecz­nym, ale pro­ce­sem doj­rze­wa­ją­cym przez kilka lat, by w 1956 roku osią­gnąć swoje apo­geum.

Pod koniec wrze­śnia Jerzy Kos­sak, Ryszard Tur­ski i Witold Wirp­sza pisali w „Po Pro­stu” o gigan­tycz­nych pro­ble­mach z orga­ni­za­cją pro­duk­cji, zarzą­dzaniem zakła­dami, biu­ro­kra­ty­za­cją. Wśród klu­czo­wych pro­ble­mów para­li­żu­ją­cych prze­mysł zauwa­żali też „prze­rost nie­pro­duk­cyj­nego apa­ratu nad­zoru tech­nicz­nego”, okre­śla­nego wręcz przez wzbu­rzoną załogę war­szaw­skiej Fabryki Samo­cho­dów Oso­bo­wych – będącą w awan­gar­dzie ruchu rad robot­ni­czych – jako „peł­no­płatne bez­ro­bo­cie”. Arty­kuł trzech publi­cy­stów zawiera bar­dzo wiele jaskra­wych zdań, bez­kom­pro­mi­so­wych w kry­tyce „biu­ro­kra­tycz­nego, sta­li­now­skiego modelu socja­li­zmu”. Warto przy­to­czyć tu dłuż­szy frag­ment: „Trzeba zmie­nić sys­tem, w któ­rym klasa robot­nicza sta­czała się do rzędu armii pracy, pod­da­nej admi­ni­stra­cyj­nej dys­cy­pli­nie zabez­pie­czo­nej środ­kami repre­syj­nymi. System, który nie pozwo­lił ujarz­mić odkry­tych przez Marksa praw eko­no­micz­nych, ponie­waż igno­ro­wał je i gwał­cił, nisz­cząc ludzi bio­lo­gicz­nie i moral­nie. System, który unie­moż­li­wił kla­sie robot­ni­czej spra­wo­wa­nie wła­dzy wyrwa­nej z rąk kapi­ta­li­stów. Który w miej­sce mate­ria­li­zmu musiał pod­stawić prag­ma­tyczną ide­olo­gię, ponie­waż kła­mał; ide­olo­gię fety­szy­zu­jącą cha­rak­ter i funk­cję ist­nie­ją­cego apa­ratu wła­dzy. System, zasła­nia­jący sto­sunki rze­czy­wi­ste mira­żem zbu­do­wa­nym z opty­mi­stycz­nych ogól­ni­ków, w któ­rym misty­fi­ka­cja wol­no­ści zastą­piła wol­ność rze­czy­wi­stą, miej­sce zaś roz­woju ini­cja­tywy i aktyw­no­ści spo­łecz­nej żywio­łowo zaj­mo­wała spo­łeczna bier­ność, znie­chę­ce­nie, marazm” (2).

Ostrość sta­no­wi­ska publi­ku­ją­cych w „Po Pro­stu” auto­rów, naj­czę­ściej człon­ków PZPR lub dzia­ła­czy roz­ma­itych pań­stwo­wych orga­ni­za­cji kul­tu­ral­nych, stu­denc­kich i edu­ka­cyj­nych, każe patrzeć na tamte wyda­rze­nia ina­czej, niż typowa, pod­ręcz­ni­kowa nar­ra­cja. Upod­mio­to­wie­nie robot­ni­ków i robot­nic było postrze­gane jako konieczny, fun­da­men­talny waru­nek zmiany i wyj­ścia z kry­zysu gospo­dar­czego, który został wywo­łany przez oparty na biu­ro­kra­cji i róż­nych for­mach prze­mocy spo­sób orga­ni­za­cji życia spo­łeczno-poli­tycz­nego doby sta­li­ni­zmu. Rady robot­ni­cze powstały w 1956 roku jako odpo­wiedź na kry­zys wła­śnie – były kla­sową reak­cją na gospo­darkę nie­do­boru i dege­ne­ra­cję poli­tyki. Szybko stało się jasne, że z samo­rząd­no­ścią robot­ni­czą spla­tają się demo­kra­tyczne aspi­ra­cje wielu grup spo­łecz­nych. W ten spo­sób okre­ślał to zja­wi­sko pio­nier pol­skiej socjo­lo­gii pracy Alek­san­der Matejko: „Jed­nakże już od początku wokół nowo powsta­łych rad naro­sło bar­dzo dużo ocze­ki­wań mają­cych znacz­nie szer­szy zasięg, ani­żeli tylko upo­rząd­ko­wa­nie gospo­darki takiego lub innego przed­się­bior­stwa. Same rady roz­wi­nęły się prze­cież na fali demo­kra­ty­za­cji życia spo­łeczno-poli­tycz­nego, zysku­jąc sobie dużą popu­lar­ność zarówno w sfe­rach par­tyj­nych, jak też w całym spo­łe­czeń­stwie. Dla sfer inte­lek­tu­al­nych rady stały się hasłem sym­bo­li­zu­ją­cym dąż­ność do opar­cia całej orga­ni­za­cji pań­stwo­wej na głę­boko poję­tych zasa­dach demo­kra­tycz­nych. Dla mło­dzieży ruch rad stwa­rzał nowe i nęcące moż­li­wo­ści ide­owej iden­ty­fi­ka­cji. Wśród sze­ro­kich rzesz ludzi pracy powstały nadzieje na daleko idące uzdro­wie­nie sto­sun­ków w przed­się­bior­stwach” (3).

W nume­rze „Po Pro­stu” z 28 paździer­nika 1956 roku, więc wyda­nym 4 dni po słyn­nym prze­mó­wie­niu Gomułki na sto­łecz­nym Placu Defi­lad i 9 dni po prze­rwa­nym mar­szu na War­szawę wojsk wyko­nu­ją­cych roz­kazy radziec­kich ofi­ce­rów, do odpar­cia któ­rego przy­go­to­wy­wały się woj­ska KBW pod wodzą wete­rana wojny domo­wej w Hisz­pa­nii, tor­tu­ro­wa­nego przez UB gen. Wacława Komara oraz uzbro­jone przez tę for­ma­cję mili­cje robot­ni­cze w fabry­kach, uka­zał się ważny arty­kuł zaty­tu­ło­wany „Pol­ski Paździer­nik”. Ryszard Tur­ski i Eli­giusz Lasota zamie­ścili w nim krótką listę głów­nych postu­latów doko­nu­ją­cego się wów­czas prze­łomu, nazwa­nego przez nich wprost rewo­lu­cyj­nym. Zaraz po żąda­niu peł­nej nie­za­wi­sło­ści pań­stwa pol­skiego zna­lazł się postu­lat „sys­te­ma­tycz­nego wpro­wa­dza­nia samo­rządu robot­ni­czego w całym kraju”, który osta­tecz­nie miałby dopro­wa­dzić do „obumie­ra­nia spo­łeczno-eko­no­micz­nych funk­cji orga­nów pań­stwo­wych, do zastę­po­wa­nia ich przez organa samo­rzą­dowe, organa bez­po­śred­nich wytwór­ców” (4).

Powyż­sze krót­kie przy­po­mnie­nie tak czę­sto pomi­ja­nych aspek­tów paździer­ni­ko­wego zwrotu w histo­rii jest z koniecz­no­ści frag­men­ta­ryczne, pomija roz­bu­do­wany kon­tekst poli­tyczny, także mię­dzynarodowy. Jed­nak zgoła syn­dy­ka­li­styczne, choć nie w ten spo­sób nazwane, postu­laty ówcze­snych dzia­ła­czy robot­ni­czych, stu­denc­kich i inte­lek­tu­ali­stów powinny przed­sta­wiać istotną war­tość dla dzi­siej­szych bojo­wych związ­ków zawo­do­wych, jeśli nie chcą one pozo­sta­wić poli­tyki histo­rycz­nej nacjo­na­li­stom i kon­ser­wa­ty­stom oraz jeżeli pra­gną pod­jąć reflek­sję na temat histo­rycz­nych pod­staw swej toż­sa­mo­ści. Nie tylko dla­tego, że ana­lizy sys­te­mo­wych pato­lo­gii i ich przy­czyn z roku 1956 brzmią zadzi­wia­jąco podob­nie do tych, które możemy sfor­mu­ło­wać w odnie­sie­niu do kry­zy­sów neo­li­be­ra­li­zmu dzie­ją­cych się tu i teraz. Rów­nież dla­tego, że pod­kre­ślają one uni­wer­salną wagę samo­or­ga­ni­za­cji spo­łe­czeń­stwa, któ­rym zarzą­dza wyalie­no­wana wła­dza. Nowo­cze­sna reflek­sja nad samo­rząd­no­ścią pra­cow­ni­czą wymaga uwzględ­nie­nia prze­obra­żeń kla­so­wych, spo­łecz­nego oddzia­ły­wa­nia tech­no­lo­gii, rela­cji mię­dzy samo­rząd­no­ścią w sfe­rze pracy a tery­to­rialną, zna­cze­nia róż­no­rod­no­ści kul­tu­ro­wej i wielu innych aspek­tów. Warto jed­nak pamię­tać o lokal­nych histo­riach, takich jak choćby przy­wo­łana wcze­śniej mobi­li­za­cja w zakła­dach FSO, które poka­zują, że histo­ria oporu spo­łecz­nego nie zaczyna się od bogo­oj­czyź­nia­nej mito­lo­gii.

 

1. P. Kenney, Budowanie Polski Ludowej. Robotnicy a komuniści 1945-1950, tłum. A. Dzierzgowska, W. A. B., Warszawa 2015.
2. J. Kossak, R. Turski, W. Wirpsza, Samorząd robotniczy, „Po Prostu”, nr 40 (402).
3. A. Matejko, Rady robotnicze, http://lewicowo. pl/rady-robotnicze/ (dostęp: 24.01.2016); oryginał w: tegoż, Praca i koleżeństwo. Zagadnienia socjologii pracy, Wiedza Powszechna, Warszawa 1963.
4. R. Turski, E. Lasota, Polski Październik, „Po Prostu”, nr 44 (406).

Jacek Drozda

Artykuł ukazał się w 45 Biuletynie Inicjatywy Pracowniczej (pobierz PDF z całym numerem)