Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Royal Collection - kryzys to pretekst do wyzysku

Jeśli wszechwładny zarząd może zwolnić niepokornego pracownika, a jego obowiązki przekazać innym, to będzie tak robił w nieskończoność. W naszej firmie w grudniu i styczniu zwalniano na potęgę. Doświadczeni pracownicy, matki, które nierzadko samotnie wychowują swoje dzieci, znalazły się na bruku - mówią pracownicy RC

Pracownicy Agencji J.A.R. postanowi się zorganizować w związek zawodowy, aby walczyć o prawa pracownicze. Ich przedstawiciel został zwolniony. Pozostali uniknęli szykan, bowiem skład Komisji Zakładowej nie został jeszcze ujawniony pracodawcy. Jak pracuje się w markowym sklepie? Poniżej wywiad z działaczami Komisji Zakładowej IP przy Agencji J.A.R

IP: Skąd w Waszej firmie pomysł na powołanie związku zawodowego?
RC: Sprzeciw wobec zła rzadko powstaje sam z siebie. Jest on odpowiedzią na wcześniej wyrządzoną krzywdę. Nikt nie lubi, kiedy sprzeciw ten jest spowodowany własnymi niepowodzeniami, ale wówczas jest on silniejszy. Taka sytuacja miała miejsce w naszej firmie. „Naszej”, bo prawdę mówiąc to my ją tworzymy, a zarząd, dyrektorzy zarządzający, managerowie doprowadzili ją do niewypłacalności, jeśli nie do skraju bankructwa. Co gorsza, to właśnie nas pracowników sklepów obarczono największą odpowiedzialnością za tą sytuację.

IP: Jakie sytuacje przyczyniły się powstania komisji?
RC: Jesteśmy firmą handlującą markową odzieżą, o której mówiono, że drzemie w niej ogromny potencjał. Tym potencjałem jesteśmy my asystenci sprzedaży, asystenci stoisk, kasjerzy. W chwili zatrudnienia żądano od nas byśmy dawali z siebie wszystko najlepsze, byśmy wypruwali ze siebie wnętrzności. Celem było wykonywanie limitów sprzedaży. Było to dla nas o tyle ważne, ponieważ premia od wielkości sprzedaży była co najmniej połową naszego wynagrodzenia. Do marnej podstawy dostawaliśmy drugie tyle. Wystarczyło dobrze obsłużyć klienta, tzn. sprzedać mu jednorazowo jak największą ilość ubrań. Wiedzieliśmy o tym doskonale, że jeśli w którymś momencie sobie odpuścimy, nie będzie pieniędzy. Właśnie dlatego miniony rok nie był zły jeśli patrzeć pod względem płac. Jednak w ciągu ostatnich kilku miesięcy w sklepach nie działo się dobrze. Pracodawca nie dostarczał towaru jakiego oczekiwali klienci. Towary ze starych kolekcji, czasem wybrakowany asortyment nie sprzyja budowaniu zaufania między sprzedawcą a klientem. Część z nas nie zamierzała robić z siebie idiotów i idiotek, bo to głównie kobiety są pracownikami sklepów. Bazujemy przede wszystkim na stałych klientach. Jeśli raz sprzedasz mu gniot, to już więcej do Ciebie nie przyjdzie. W naszej branży konkurencja jest ogromna. W ten sposób obroty zmniejszyły się. Nie był to jednak tak drastyczny spadek jak próbował wmówić nam pracodawca, ponieważ rok czy dwa lata wcześniej okres od lutego od kwietnia też nie był kolorowy. Co więcej w styczniu znaczna część z nas przekroczyła zaplanowane w Centrali limity. Nie było dla nas zrozumiałe dlaczego nagle w lutym okazało się, że nie otrzymaliśmy zaległych premii za sprzedaż w styczniu. Zaledwie połowa należnych pieniędzy pojawiła się na naszych kontach dopiero na początku marca. Pozostałej części ani widać, ani słychać. Luty i marzec były miesiącami obietnic, z których kierownictwo nie wywiązało się. Jednak nie wszyscy otrzymali wspomnianą część premii. Oliwy do ognia dodał fakt, że osoby które przebywały na zwolnieniach lekarskich choćby dzień lub dwa zostały pominięte. Miałyśmy zaplanowane wydatki, a kierownik mówi, że nie wie dlaczego ale nie dostaniemy należnych nam pieniędzy. Dodawali jedynie od czasu do czasu, że jest to premia uznaniowa i zarząd nie musi jej przyznać. Tylko co to nas obchodzi! Przez wiele lat obowiązywał ustalony przez pracodawcę schemat naliczania oraz wypłacania wynagrodzeń i nagle została złamana umowa.

IP: Czy to jedyne powody?
RC: Niestety nie! W naszych umowach o pracę mamy zagwarantowane wypłatę podstaw ostatniego dnia miesiąca. Nagle jak grom z jasnego nieba, na tablicach ogłoszeń pojawia się komunikat zarządu, że zmieniają termin wypłaty wynagrodzeń przesuwając go na dziesiątego następnego miesiąca. Wszystko byłoby w porządku, gdyby dotrzymali terminu. Jednak jeszcze 11. marca do wczesnych godzin popołudniowych część z nas nie miała pieniędzy na kontach. W minionym roku lub wcześniej pozaciągaliśmy kredyty i mamy z tego tytułu pewne zobowiązania. Trzeba płacić za mieszkanie, mieć na życie. Do tego chciałoby się czasem pójść do kina, aqua parku, wyjść ze znajomym na kawę lub piwo. Trzeba opłacić przedszkole, naukę dzieci, czasem opiekunkę jeśli nie można zgrać naszego czasu pracy z godzinami funkcjonowania przedszkola i nagle „widzi mi się” paru osób pozbawia nas tego. Firma rozpoczęła też w lutym nową politykę zarządzania przychodami i wydatkami, a my nadal nie wiemy jakie są reguły jej funkcjonowania. Nikt też nie zagwarantował nam, że otrzymamy choć złamany grosz od sprzedaży. Nie ma szczerej rozmowy. Wszelki dialog kończy się na dwóch rzeczach, w zależności od humoru kierownictwa. Jeśli humorek dopisuje to usłyszysz obietnice bez pokrycia. Jeśli zaś osóbka z biura jest humorzasta to można otrzymać bardzo pouczającą radę, która brzmi w wielu wariacjach mniej więcej tak: „Jeśli się tobie nie podoba, to na twoje miejsce jest mnóstwo chętnych do pracy” W takich warunkach nie można normalnie pracować. Niezrozumiałe pozostaje dla nas też to, w jaki sposób firma, która przez dłuższy okres czasu przymierzała sie do wdrożenia budżetowania, mogła roztrwonić dziesiątki tysięcy złotych na korzystanie z usług firmy kurierskiej, kiedy w tym samym czasie firmowi kierowcy z chćecią wykonaliby część tych usług za połowę kwoty zapłaconej firmie kurierskiej. Jakim cudem namnożyło się też tylu dyrektorów i specjalistów? Są to pytania, które nadal pozostają bez odpowiedzi. Teraz nie ma podobno pieniędzy na podstawowe zobowiązania. Pytamy się tylko, dlaczego konsekwencje ponoszą zupełnie niewinne osoby.

IP: Czy możesz opowiedzieć trochę o Waszej codziennej pracy? Jak wygląda współpraca w sklepach?
RC: Kryzys jest idealnym pretekstem do wyzysku. Jeśli wszechwładny zarząd może zwolnić niepokornego pracownika, a jego obowiązki przekazać innym, to będzie tak robił w nieskończoność. W naszej firmie w grudniu i styczniu zwalniano na potęgę. Doświadczeni pracownicy, matki, które nierzadko samotnie wychowują swoje dzieci, znalazły się na bruku. Zdarzały się dni, gdy wręczano kilka wypowiedzeń jednocześnie. Wtedy sytuacja, jak powiedziałam wcześniej, nie przedstawiała się źle. Na miejsce zwolnionych nie zatrudniono nowych osób. Kierownicy oczekiwali od nas pracy w nagodzinach, niezależnie od tego czy możesz pracować w ten sposób czy też nie. Koleżanki, które mają dzieci do lat czterech, które zgodnie z prawem odmówiły, spotkały szykany w różnej postaci. Nasza firma stara się nie wypłacać wynagrodzeń za nadgodziny. W ciągu trzech miesięcy trzeba je odebrać. Co z tego, że trzeba je odebrać, jak nie ma ku temu możliwości. Co więcej na początku marca kierownicy sklepów ogłosili, że urlopy są wstrzymane. Wiele z nas ma jeszcze niewykorzystane urlopy za 2008 rok. Niewiele się w tej sprawie zmieniło i trzeba sporo walczyć, by dostać choć jeden dzień. Nie wiadomo czy niedługo nie okaże się to dla zarządu pretekstem do wręczenia wypowiedzenia. W niektórych sklepach kierownicy zauważyli, że nie można tak ciągnąć bez przerwy. Dlatego zatrudniono jedną lub dwie osoby na umowę zlecenie. Jest to wyzysk i dyskryminacja, ponieważ pracują oni za nie więcej niż 1500 brutto, nie przysługuje im żadna premia od sprzedaży, nie są objęci ubezpieczeniami społecznymi, wykonują tą samą pracę co dotychczasowi pracownicy. Nie chcemy tego. Mają oni te same prawa co my i zamierzamy się domagać podpisania z nimi umów o pracę z datą wsteczną, tj. datą zatrudnienia na podstawie umowy zalecenia. Tym samym chcemy, by odprowadzono za nich wszystkie składki do ZUS, tak by mieli prawo do płatnego urlopu za przepracowany czas, prawo do chorobowego i wiele innych.

IP: Czy jest coś co chcielibyście przekazać pracownikom Waszej firmy?
RC: Jest mnóstwo takich rzeczy! Po pierwsze nie bójcie się domagać swoich praw. Każdy w Was ma prawo do obrony, jeśli spotkają Was z tego powodu jakieś nieprzyjemności. Właśnie dlatego się zorganizowaliśmy, ale inicjatywa musi leżeć po Waszej stronie. My możemy Was wesprzeć, doradzić lub pomoc zorganizować jakąś akcję bezpośrednią, tj. konfrontację z pracodawcą. Po za tym bardzo czekamy na Wasze wsparcie. Im jest nas więcej tym lepsze warunki pracy możemy wywalczyć. Co więcej księgowe i księgowi w sklepach, personel w siedzibie na Sikorskiego w Warszawie doskonale o tym wie, tylko chyba bał się do tej pory takiej myśli.

Powrót na górę

Podobne artykuły