Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Gwałtowne protesty pracownicze w Bangladeszu

31 października br. wczesnym rankiem setki pracowników fabryki odzieżowej Nippon Garment Factory (NGF) w Tongi - przemysłowym mieście położonym 24 km na północ od stolicy Bangladeszu -  pojawiło się pod bramą zakładu, w oczekiwaniu na rozpoczęcie pracy i wypłatę zaległych pensji. Zastali jednak fabrykę otoczoną kordonem policji broniącej wstępu na teren NGF.

Na płocie zakładu wywieszono obwieszczenie informujące o tym, że w związku z globalną recesją oraz „incydentami, których sobie zarząd nie życzy”, fabryka będzie zamknięta do końca listopada. Robotników poinformowano również, że zaległe wypłaty będą mogli odebrać w biurze NFG 10 listopada - mimo, że zakład nie płacił im już od 3 miesięcy, a ostateczny obiecany termin uregulowania zaległości mijał właśnie tego dnia. Wściekłe robotnice (większość załogi to kobiety) próbowały siła przedostać się do fabryki, co doprowadziło do starć ze służbami porządkowymi i zakończyło się szarżą policji z pałkami na strajkujących (szefowie fabryki spodziewając się kłopotów poprosili policje o rozlokowanie jej oddziałów na terenie NGF już dzień wcześniej wieczorem).

Zamieszki z powodu nie zapłaconych pensji
Do protestujących zaczęło dołączać coraz więcej robotników i mieszkańców pobliskich slumsów i wkrótce wielotysięczny tłum ruszył w kierunku pobliskiej autostrady łączącej miasta Dhaka i Mymensingh i przez 5 godzin blokował na niej ruch, a teren wokół blokady zamienił się w pole walki. Demonstranci podpalili autobus i kilkanaście samochodów, zbudowali też barykady, zza których odpierali ataki policji. Do stłumienia zamieszek władze skierowały setki funkcjonariuszy prewencji i paramilitarne bojówki; przeciw protestującym kobietom użyto broni palnej i gazu łzawiącego.

Według inspektora Shafiqula Alama, „siły porządkowe musiały zacząć strzelać do tłumu gumowymi kulami by rozproszyć robotników, którzy obrzucali funkcjonariuszy cegłami i kamieniami”. Policja zastrzeliła 3 osoby, ponad 100 (w tym 16 policjantów) zostało rannych; z czego kilkanaście osób ma rany postrzałowe, jedna jest w stanie krytycznym. Na materiałach nakręconych przez lokalną telewizję widać jak policja ostrzeliwuje okoliczne budynki, nie patrząc czy w ich pobliżu znajdują się uczestnicy zamieszek. Świadkowie zajść donoszą też o tym, że policjanci poszukując demonstrantów zdemolowali domy i sklepiki w okolicy.

Po ściągnięciu dodatkowych posiłków policji i wojska władzom udało się zlikwidować blokadę drogi i rozproszyć tłum, jednak do sporadycznych starć grupek protestujących ze służbami bezpieczeństwa dochodziło jeszcze wielokrotnie w ciągu dnia, po tym jak wiadomości o śmierci robotników oraz plotki o tym , że policja ukryła i wywiozła znacznie więcej ciał ofiar rozeszły się po okolicy.

Przedstawiciele policji upierają się, że funkcjonariusze użyli przeciw demonstrantom jedynie gumowych kul, mimo że wg lekarzy szpitala klinicznego w Dhace, do lecznicy tej trafiło 9 ciężko rannych robotników postrzelonych z ostrej amunicji, a zabici mieli podobne obrażenia.

Władze ogłosiły, że zamierzają postawić zarzuty nie tylko żyjącym, ale też zmarłym uczestnikom protestu, zaczęły też utrzymywać, wbrew temu co widać na relacjach filmowych, że bunt został zainspirowany przez agitatorów z zewnątrz, a wyzyskiwanie pracowników przez właścicieli fabryki miało być jedynie do niego pretekstem, należy więc z całą surowością ukarać wszystkich, którzy wzięli udział w proteście. Oskarżanie „zewnętrznych prowokatorów” (w domyśle - z wrogich sąsiednich państw) o wywoływanie zamieszek w związku ze sporami pracowniczymi jest w Bangladeszu rutynową praktyką i ma uzasadniać użycie siły wobec strajkujących i deprecjonować ich umiejętności samoorganizowania się.

Z przecieków raportów służb specjalnych wynika, że rząd był powiadomiony od ponad tygodnia o napiętej sytuacji w rejonie przemysłowym wokół Dhaki i rekomendowano mu, że przywrócenie zwolnionych pracowników do pracy oraz wypłata im zaległych pensji z funduszu BGMEA może załagodzić coraz radykalniejsze nastroje wśród oszukiwanych robotników i zapobiec masowym demonstracjom.

Wcześniejsze starcia
Protesty te są w istocie kontynuacją zamieszek jakie wybuchły w czerwcu br. po tym, jak policja zastrzeliła na demonstracji jednego z robotników domagających się przywrócenia do pracy osób wyrzuconych za organizowanie wcześniejszych strajków również w sprawie wypłaty zaległych wynagrodzeń. 28 czerwca, gdy robotnicy zgromadzili się ponownie w strefie przemysłowej Ashulia żądając kary dla morderców i wypłacenia rodzinie zabitego odszkodowań, doszło do ponownych zamieszek. Fabryki odzieży pozostawały w tych dniach zamknięte w obawie przed wybuchem kolejnych starć; robotnicy gromadzili się jednak codziennie rano pod bramami swoich zakładów, blokowali autostrady tworząc barykady z płonących opon samochodowych. Gdy policja przypuściła na nich szturm atakując każdego kogo popadnie, demonstranci odpowiedzieli gradem kamieni i cegieł - doszło do regularnej bitwy z siłami porządkowymi.

Dwa dni później protesty nie ustawały. Dołączali pracownicy kolejnych fabryk, doszło do kolejnych podpaleń zakładów pracy oraz starć z policją broniącą przed strajkującymi strefę Dhaka Export Processing Zone. Ok. 20 tys. osób podjęło też marsz na zespół fabryk Hamim Group, po rozejściu się plotki o tym, że mimo strajków praca w tych zakładach trwa normalnie. Siły bezpieczeństwa przez wiele godzin nie były w stanie opanować tłumu, mimo że przeciw demonstrantom użyto po raz kolejny gazu łzawiącego i gumowych kul. Protestujący oblali benzyną i spalili m.in. kolejnych 6 fabryk, 2 magazyny, ponad 8 tys. maszyn, mnóstwo gotowych do eksportu ubrań i materiałów, kilka autobusów, samochodów dostawczych i motocykli.

W czasie zamieszek rannych zostało wg różnych szacunków od 150 do 200 osób, 2 zmarły, kilkadziesiąt znajdowało się w stanie krytycznym. Obrażenia odniosło również 4 reporterów, w tym jeden poważne oraz 20 policjantów. Spłonęło ok. 50 fabryk.

Wg opublikowanego rządowego sondażu obecnie 122 z 825 badanych fabryk w okresie od stycznia do maja 2009 roku nie płaciła pracownikom na czas. W dalszym ciągu wielu pracowników od miesięcy nie otrzymuje żadnych wynagrodzeń.

Od kilku lat Bangladesz, gdzie znajduje się centrum światowego przemysłu tekstylnego, jest areną gwałtownych zamieszek. Na przykład w maju 2006 roku w stolicy Bangladeszu, Dhace, tysiące protestujących robotników podpaliło szesnaście fabryk ubrań. Żądali wyższych pensji i jednego dnia wolnego w tygodniu. Według niektórych danych w ostatnim czasie spalono ok. 120 zakładów, z reguły produkujących na rzecz przemysłu odzieżowego, a napięcie wciąż nie ustaje.

Źródło:
http://poland.indymedia.org
http://libcom.org


Powrót na górę

Podobne artykuły